Wiecie, że się rozpędziłam i odbiłam od ATS jak od ściany?
Nie? To już wiecie.
A wiecie, że zrobiłam to dwa razy?
Też nie? Więc oto jestem. Ta kujonka, która chłonie wiedzę jak gąbka, a nie potrafiła poprawnie napisać CV. I wiecie co? To jest w porządku. Wszystkiego trzeba się nauczyć. Czasem kosztem wysłania dwóch CV w eter zamiast na naprawdę ciekawe stanowiska.

Po czym poznałam, że coś było nie tak? Spełniałam wymagania. Miałam projekty w portfolio dokładnie takie, jakich oczekiwał pracodawca. Miałam kursy potrzebne do danej roli. Nawet doświadczenie, które musiałam stworzyć sobie sama, bo zmieniałam branżę i nikt nie czekał z gotowym stanowiskiem, było w mojej ocenie przemyślane i wartościowe.
I cisza. Zero odpowiedzi.
Zaczęłam się zastanawiać, czy to z moją osobą jest coś nie tak? Czy kompetencjami? Czy może przeceniam siebie? A potem dotarło do mnie coś dużo mniej dramatycznego i dużo bardziej technicznego.
Moje CV było zlepkiem estetycznych pól z tekstem. Nie było zwykłym, liniowym dokumentem pisanym od góry do dołu, jak w klasycznym Wordzie. Nagłówki były obok treści. Sekcje miały swoją logikę wizualną, ale nie logiczną dla systemu. ATS nie wiedział, że to jest „Edukacja”, bo nagłówek znajdował się obok opisu, a nie nad nim. Głupota?
Dla człowieka może tak.
Dla technologii już nie.
W wielu firmach zanim Twoje CV zobaczy człowiek, trafia do systemu ATS. Brzmi groźnie, a w praktyce to po prostu narzędzie do sortowania dokumentów. Nie ocenia potencjału. Nie widzi historii zmiany branży ani tego, że uczysz się wieczorami. Sprawdza, czy w Twoim CV są słowa, których firma szuka. I dopiero wtedy decyduje, czy przekaże Cię dalej.
I nagle okazuje się, że ma znaczenie to, czy zapiszesz plik jako prosty dokument tekstowy, czy jako pola graficzne. Ma znaczenie, czy sekcja nazywa się „Doświadczenie zawodowe”, czy kreatywnie „Moja droga kariery”. Ma znaczenie nawet format daty i to, czy wiadomo, do czego jest przypisana.

Wiecie, jak zaczęłam na to patrzeć? Może to kontrowersyjne, ale zaczęłam patrzeć na swoje aplikacje tak, jakbym miała stać się jednym z rekordów w tabeli Excela. Nie osobą z historią. Rekordem. A rekord musi być czytelny i najlepiej bez nulli.
Zrozumiałam też, że ważne jest dopasowanie do ogłoszenia, co nie oznaczało wcale dopisywania historii, tylko zmianę zapisu. Jeśli firma szuka „SQL Server”, to nie dlatego, że chce sprawdzić, czy znasz synonimy. Ona naprawdę chce SQL Server. To było bardzo ważne.
Po tym, jak zaczęłam myśleć w ten sposób, poczułam ulgę. Nagle cisza przestała oznaczać, że jestem niewystarczająca. Zaczęła oznaczać, że mój „rekord” nie został poprawnie odczytany. A rekord zawsze można poprawić.
Zaczęłam traktować swoje CV jak projekt analityczny. Skoro potrafię analizować dane, to mogę przeanalizować też własny dokument. I zaczęłam drastycznie… Usunęłam wszystko oprócz tekstu. Cały układ graficzny, kolumny, ramki…
Przed aplikowaniem na kolejne stanowisko otworzyłam obok siebie w dwóch oknach CV i ogłoszenie. Starałam się czytać jak algorytm. Bez emocji, dopowiedzeń. Liczył się sam tekst. Czy w moim CV pada dokładnie „SQL Server”? Czy jest „Google Analytics 4”, a nie tylko „GA4”? Zaczęłam zamieniać ogólne sformułowania na konkretne nazwy występujące w ogłoszeniu.
Połączyłam też narzędzia z efektami ich użycia. Podobno nowoczesne systemy rekrutacyjne coraz częściej analizują nie tylko obecność konkretnych słów, ale też kontekst, w jakim się pojawiają. Nie jestem specjalistką od ATS i nie udaję, że znam ich algorytmy, ale jeśli rzeczywiście tak działają, to w sytuacji, gdy inni kandydaci pokazują kontekst, a ja nie, to sama ustawiam się krok za nimi.
Uporządkowałam też całą strukturę CV. Nagłówki znalazły się nad sekcjami. Dałam tekst w dwóch kolumnach, upewniając się, że ATS je odczyta. Ulokowałam zrozumiałe daty blisko nagłówków, których dotyczyły i dałam standardowe nazwy sekcji jak doświadczenie zawodowe, umiejętności, wykształcenie.
Teraz przy każdym wysłaniu CV starałam się, żeby nazwa stanowiska z oferty wplatała się w mój dokument. Jeśli nie w nagłówku, to w opisie. Pamiętałam przy tym by nie tworzyć fikcyjnej wersji siebie.
Czy odczułam różnicę po tych zmianach? Zdecydowanie. Nie powiem, że zostałam zasypana zaproszeniami na rozmowy. Ale zaczęłam dostawać odpowiedzi systemowe. Pewnie uśmiechacie się teraz pod nosem, myśląc coś w stylu „no to i tak nic Ci to nie dało”. Ja myślę inaczej. Mój „rekord” wpadł do tabelki. Przestałam być niewidoczna.
Skoro pracujemy z danymi, systemami i algorytmami, dlaczego zakładamy, że rekrutacja działa wyłącznie emocjonalnie? Nie działa.
Jeśli Ty też próbujesz odnaleźć się w komunikacji z ATS, być może mogę trochę pomóc. Stworzyłam własne, proste wzory CV. Takie, które nie walczą z systemem, tylko dają się przez niego odczytać. Jeśli chcesz, możesz z nich skorzystać. Może dzięki temu zaoszczędzisz sobie jednego zderzenia ze ścianą i wysłania CV w eter…
Z życia wzięte

Jeśli miałabym zebrać w kilku punktach porady zmian w CV:
• Prosty, liniowy układ. Bez graficznych pól tekstowych, bez kombinowania z układem.
• Nagłówki nad sekcjami, a nie obok nich. Standardowe nazwy jak doświadczenie zawodowe, umiejętności techniczne, wykształcenie.
• Konkretne słowa z ogłoszenia zapisane dokładnie tak, jak występują w ofercie. Nie synonimy. Nie skróty, jeśli firma ich nie używa.
• Nazwy narzędzi połączone z kontekstem użycia, a nie tylko lista technologii bez efektów.
• Daty czytelne i jednoznacznie przypisane do stanowisk.
• Nazwa stanowiska z ogłoszenia wpleciona w treść CV, jeśli rzeczywiście pasuje do Twoich kompetencji.
• Logiczna kolejność: od najnowszego doświadczenia do najstarszego.
• Jedno CV = jedna rola. Każda aplikacja lekko dopasowana do konkretnego ogłoszenia, a nie jeden uniwersalny dokument do wszystkiego.
• Format pliku możliwie prosty. PDF wygenerowany z klasycznego edytora tekstu albo .docx bez nietypowych czcionek.
• Brak ikon czy wykresów poziomu kompetencji. System nie rozumie gwiazdek ani pasków postępu.
• I najważniejsze: nie zmieniaj siebie. Zmień sposób zapisu.

Ciasteczko do kawy?
Olga, lepiej to sformułowałaś niż jeden rekruter, jestem pod wrażeniem! Czyli lepiej word niż canva? Myślę że warstwa graficzna będzie dużo mniej atrakcyjna wizualnie.
To nie kwestia narzędzia, tylko struktury. Canva daje świetny efekt wizualny, ale jeśli CV jest zbudowane z pól i układu graficznego, ATS może go nie odczytać poprawnie. Dlatego postawiłam na prosty, liniowy zapis tekstu. Czasami lepiej, żeby CV wyglądało skromniej graficznie, ale dotarło do odbiorcy. 😉
Hej, dzięki za podzielenie się. Ja od jakiegoś czasu robię proste cv w Wordzie. Zero upiększeń. Biorę pd Ciebie dodawanie kontekstu do narzedzi- fajne. Pozdrawiam!
Super podejście. 😊 Dokładnie o to chodzi z tą prostotą. Fajnie, że dorzucisz jeszcze kontekst do narzędzi, to robi dużą różnicę. Dziękuję za komentarz! 💚
Hej Olga. Super materiał! I fajna analityczna diagnostyka problemu, z oryginalnymi, ale merytorycznie pasującymi metaforami.
Niby człowiek to podejrzewał, nawet częściowo wiedział, ale dopiero Twoje podejście i porady, do mnie przemawia. Być może dlatego, że lubię łączyć kreatywność z analizą ;). Dziękuję, że chciało Ci się tym, co wypracowałaś, podzielić.
Dzięki Michał! 💪🏻 Bardzo się cieszę, że to tak do Ciebie trafiło.
Ja sama miałam długo takie poczucie, że coś już wiem, ale to było rozproszone i mało użyteczne w praktyce. Dopiero jak zaczęłam to układać bardziej „analitycznie” (chyba już wszystko wsadzam w excela 😅), ale jednocześnie po ludzku, to zaczęło działać.
Oj, mój szósty zmysł podpowiada mi: czuję tu sporych rozmiarów talent 😉.
Mistrz Yoda by rzekł: dalej tą ścieżką podążaj, bo to, co było do tej pory przed Tobą ukryte, odnalazłaś 😂🤞