Kiedy zaczynałam myśleć o wejściu do branży IT, miałam wrażenie, że startuję z miejsca, które jest daleko za linią startu innych. Nie miałam żadnego doświadczenia, które mogłabym wpisać do CV, ani nawet takiego, które w jakikolwiek sposób zahaczałoby o analizę danych. Żadnych przykładów pracy, żadnych dowodów na to, że potrafię zrobić coś więcej niż tylko się uczyć. Wiedziałam, że jeśli chcę dostać szansę, muszę ją sobie sama stworzyć.
Dlatego postanowiłam zbudować doświadczenie od zera przez wolontariaty, własne projekty i portfolio, które będzie mówiło za mnie, zanim ktokolwiek zaprosi mnie na rozmowę. To była moja droga, mój sposób na przesunięcie się choć o krok bliżej świata, do którego chciałam wejść. I właśnie ta decyzja stała się początkiem historii, której wtedy jeszcze zupełnie nie potrafiłam przewidzieć.

Kiedy zaczynałam szukać wolontariatu, czułam się jak ktoś, kto stoi pod szeregiem zamkniętych drzwi i puka do każdego z nich po kolei, licząc na to, że któreś w końcu się uchyli. Mijały dni, potem tygodnie, a ja wciąż nie dostawałam żadnej odpowiedzi. Wysyłałam zgłoszenia wszędzie, gdzie tylko pojawiała się najmniejsza szansa, że ktoś będzie potrzebował analityka danych, nawet początkującego. Każde odświeżenie skrzynki mailowej kończyło się tak samo. Cisza. A ja naprawdę chciałam zdobyć doświadczenie, poczuć, że robię coś prawdziwego, coś, co ma sens i zostawia ślad.
Któregoś dnia w kursie, w którym brałam udział, pojawił się zbiór danych o atakach rekinów. Zwykle nie pracowałam na danych ćwiczebnych, bo brakowało mi w nich życia, prawdziwego kontekstu, tej iskry, która sprawia, że analiza staje się historią. Ale te dane były inne. Surowe, chaotyczne, pełne szczegółów, które aż prosiły się o uporządkowanie. Zaczęłam układać w głowie plan projektu, który mógłby mieć dwa etapy i pokazać coś więcej niż zwykłą analizę.
Szukając inspiracji graficznych do dashboardu o tematyce rekinów, przeglądałam Google bez większego celu, aż nagle trafiłam na stronę Global Shark Attack File. Weszłam tam z ciekawości, a wyszłam z poczuciem, że właśnie znalazłam coś, czego szukałam od miesiąca, choć wcale nie wiedziałam, że to będzie wyglądać w ten sposób. Na stronie był link do pobrania prawdziwych danych o incydentach z rekinami. Prawdziwych. Nie symulacji. Nie ćwiczenia. Takich, które ktoś zbierał latami, z troską, z misją, z poczuciem odpowiedzialności.
Poczułam ekscytację, bo nagle zobaczyłam w tym realną szansę na wolontariat. Na pierwszy projekt, który mógłby być czymś więcej niż zadaniem z kursu. Wiedziałam jednak, że jeśli chcę spróbować, to pierwszy krok musi wyjść ode mnie. To ja musiałam zaproponować współpracę. Zapukać do drzwi i czekać aż ktoś otworzy.
I właśnie to było najtrudniejsze. Ten moment, w którym trzeba zebrać odwagę i napisać wiadomość do obcej organizacji i to w języku angielskim z propozycją wolontariatu. Wiedziałam, co powinnam zrobić, ale świadomość, że to ja muszę wyjść z inicjatywą, sprawiała, że serce biło mi jak szalone.
Mimo to usiadłam i napisałam maila. Przedstawiłam się, opisałam swoją przebranżowieniową drogę, pomysł na projekt i to, że mogę przygotować dashboard oraz dokumentację w ramach wolontariatu. A kiedy wciskałam „wyślij”, ręce trzęsły mi się jak galareta.
Wysłałam wiadomość i czekałam. Minął dzień. Drugi. Trzeci. Cisza. Pomyślałam, że pewnie znowu nic z tego nie będzie, ale coś we mnie nie pozwoliło odpuścić. Napisałam jeszcze raz, tym razem na inny adres, z tą samą wiadomością. I dopiero po kilku kolejnych dniach przyszła odpowiedź. Pozytywna. Tak zaczęła się moja pierwsza, prawdziwa współpraca wolontariacka.
Dyrektor GSAF mieszkał w Australii, więc pracowaliśmy w zupełnie różnych strefach czasowych. Kiedy ja zaczynałam dzień, On kończył swój. Kiedy ja spałam, On przeglądał moje poprawki. Było w tym coś surrealistycznego, ale też niesamowicie motywującego. Przez dwa intensywne tygodnie przygotowywałam dane, czyściłam je, analizowałam i budowałam dashboard. A potem przyszedł kolejny tydzień poprawek, tym razem z udziałem śledczego GSAF z tej samej strefy czasowej. Pracowaliśmy nad szczegółami, dopracowywaliśmy kategorie, sprawdzaliśmy spójność. Czułam, że robię coś prawdziwego, coś ważnego, coś, co ma sens.

Projekt okazał się wielkim sukcesem. Nie spodziewałam się tego, bo zaczynałam go z drżącymi rękami i poczuciem, że może robię coś zbyt śmiałego jak na osobę, która dopiero wchodzi do świata analizy danych. A jednak to właśnie ta odwaga sprawiła, że wszystko potoczyło się inaczej, niż zakładałam. Zyskałam ogromne uznanie, a kontakt z zespołem GSAF utrzymujemy do dziś. W pewnym momencie dostałam nawet propozycję, żeby zostać jednym ze śledczych. Gdyby nie to, że o atakach rekinów wiem tyle, co przeciętny człowiek, i że to jednak technologia jest tym, co naprawdę mnie przyciąga, pewnie bym się zgodziła. Do dziś uśmiecham się na myśl, że ktoś w ogóle widział mnie w takiej roli.
Może za rok znów nawiążemy współpracę, żeby odświeżyć dane. A może zrobi to ktoś z Was, ktoś, kto tak jak ja będzie szukał swojej pierwszej szansy? Nigdy nie wiadomo, gdzie prowadzi jedno kliknięcie, jedno wysłane zapytanie, jedna odważna decyzja.
Ten projekt nauczył mnie czegoś, czego nie da się wyczytać z żadnego podręcznika. Że odwaga naprawdę potrafi otworzyć drzwi, o których nawet nie wiedzieliśmy, że istnieją. Że czasem wystarczy zrobić ten jeden krok więcej, napisać jeszcze jednego maila, spróbować jeszcze raz, mimo że wcześniej była tylko cisza. Dzięki temu projektowi zdobyłam pewność siebie, której wcześniej mi brakowało. Zdobyłam list referencyjny, który stał się dla mnie symbolem tego, że potrafię. Zdobyłam projekt, który nie był ćwiczeniem, tylko prawdziwą współpracą z prawdziwą organizacją. Jego obecność w moim CV i portfolio, jako międzynarodowa współpraca, bardzo pomogła mi w zdobyciu pierwszej pracy.
Kiedy patrzę na to wszystko z perspektywy czasu, widzę, że to nie był przypadek. To była konsekwencja małych, odważnych decyzji, które podjęłam mimo strachu. I to jest chyba najpiękniejsza część tej historii.
Czasami możemy czuć się niewystarczająco dobrzy, zbyt słabi, zbyt początkujący, żeby zrobić ten pierwszy krok. Stoimy na brzegu, patrzymy na głęboką wodę i jesteśmy przekonani, że jeśli skoczymy, to utoniemy. A potem przychodzi ten moment, kiedy jednak się odważamy i nagle okazuje się, że zamiast tonąć, zaczynamy płynąć. Może niepewnie, może powoli, ale jednak do przodu.
Bo dopiero w ruchu odkrywamy, że mamy w sobie więcej siły, niż nam się wydawało. Miejcie odwagę skoczyć.
Z życia wzięte

Zobacz projekt, o którym mowa we wpisie tutaj:

Projekt: Incydenty z rekinami • 2000-2024
Narzędzia: Tableau, MySQL (ETL), DBeaver
Opis: Niezależna, pro bono analiza oparta na Global Shark Attack File (GSAF) – od importu i czyszczenia danych (ETL w MySQL) po budowę interaktywnego dashboardu w Tableau.
Cel: Edukacja i kontekst, nie strach – podkreślenie sezonowości, aktywności człowieka i geografii (z jasnymi definicjami: fatal vs non-fatal oraz unprovoked).
Dane: Global Shark Attack File (GSAF) • snapshot 2025-09-24 • incydenty 2000–2024

Ciasteczko do kawy?