↑ Przejdź do treści

Olga Mirończuk

Analiza Danych · Wizualizacja · Automatyzacja

Menu
  • Główna
  • Portfolio
  • Certyfikaty
  • „Z pamiętnika Analitika”
  • GitHub
  • LinkedIn
  • Tableau
Menu

Urosłam za szybko? O trudzie bycia tam, gdzie miało mnie jeszcze nie być.

Opublikowano na 10.06.2026 przez Waderlla

– Ale Ty masz farta. Tobie to wszystko tak łatwo przychodzi.

Uśmiecham się wtedy lekko, kiwam głową i milczę. Bo co mam odpowiedzieć? Kiedy publikuję coś w sieci, w wiadomościach prywatnych od obcych osób słyszę czasami, że oni tak nie umieją, że to kwestia wrodzonych predyspozycji. Powstaje wtedy taki obraz osoby, której wszystko przychodzi z lekkością, która po prostu siada, robi swoje i osiąga kolejne cele bez większego wysiłku. Tylko że nikt nie ma możliwości zobaczyć, jak wygląda to naprawdę. Wiele osób widzi efekt, ale nie widzi drogi.

Prawda jest taka, że moja głowa nie jest magiczna. Nie budzę się rano z gotową wiedzą. Moja codzienność to cicha, spokojna samotność, która na dobre zaczęła się, gdy zostałam mamą. Wtedy życie zweryfikowało dawne relacje, a ja nigdy nie wróciłam do ich odbudowywania. Nie wychodzę wieczorami, nie spędzam weekendów w gronie przyjaciół. Większość czasu spędzam sama. Uczę się, tworzę własne projekty, czytam, szukam odpowiedzi. Z technologią jest o tyle łatwiej, że algorytmy są przewidywalne. Jeśli popełnisz błąd, system od razu pokaże, gdzie zawaliłeś. Jeśli czegoś nie rozumiesz, możesz szukać odpowiedzi tak długo, aż ją znajdziesz. Z ludźmi bywa znacznie trudniej.

Za tym, co z zewnątrz wygląda jak łatwość, stoją setki godzin spędzonych w pojedynkę.

Kiedy zaczynałam pracę zdalną, miałam nadzieję, że trafię do świata ludzi podobnych do mnie. Do takich, którzy rozumieją tę ciekawość, tę potrzebę ciągłego uczenia się i rozkładania problemów na czynniki pierwsze tylko dlatego, że chce się wiedzieć więcej. I w dużej mierze tak się stało. Na co dzień pracuję w otoczeniu życzliwych ludzi, a na brak ogólnej uprzejmości naprawdę nie mogę narzekać. Kiedy po okresie próbnym podpisywałam nową umowę, zauważyłam, że z nazwy mojego stanowiska zniknęło słowo „młodszy”. Byłam za to zaufanie ogromnie wdzięczna, bo rzadko spotyka się liderów, którzy mają odwagę oceniać człowieka przez pryzmat jego pracy i zaangażowania, a nie wyłącznie liczby lat wpisanych w życiorysie. To wyróżnienie dało mi ogromne skrzydła.

Z czasem zorientowałam się, że przez tak szybki rozwój zaczynam stać trochę obok tradycyjnych schematów. Na papierze i w codziennych zadaniach byłam specjalistą, ale mój ogólny staż w branży nadal liczył się w miesiącach, a nie w latach. Efekty mojej pracy i nowe stanowisko przestały pasować do wyobrażenia o kimś, kto dopiero zaczyna. Czasami łapię się na myśli, że otoczeniu łatwiej jest zaakceptować kogoś, kto rozwija się dokładnie tak, jak przewiduje podręcznik, krok po kroku. A ja, zupełnie niechcący, wyłamałam się z tego szablonu i w pewien sposób zaburzyłam tradycyjną hierarchię.

I w tym miejscu, obok całej codziennej życzliwości i wsparcia ze strony firmy, pojawiają się momenty, które są dla mnie szczególnie trudne. To chwile, kiedy chcąc po prostu rzetelnie rozwiązać powierzone mi zadanie, potrzebuję dostępu do narzędzi lub bardziej zaawansowanych struktur, a moja prośba bywa oceniana przez pryzmat stażu, a nie samej potrzeby.

Nie odbieram tego jako złej woli. Rozumiem ostrożność i rozumiem, że zaufanie buduje się latami. Trudno jednak nie zauważyć, że krótki staż potrafi czasem ważyć więcej niż argumenty. Mam wtedy poczucie bezradności, dlatego, że mam wrażenie, iż zanim pomysł zostanie oceniony, oceniona zostaję ja sama.

To jest specyficzny rodzaj samotności. Kiedy bardzo chcesz pomóc w projekcie, poświęcasz na to swój czas, ale Twoje prośby o zwykłe narzędzia do pracy zderzają się z dystansem wynikającym tylko z krótkiego opisu w życiorysie.

I tak dryfuję w przestrzeni pomiędzy dwoma światami. Dla jednych jestem specjalistą, który rozwiązuje zaawansowane problemy. Dla innych wciąż kimś z minimalnym stażem, kto powinien iść wolniej. A pomiędzy jednym a drugim gubię czasami poczucie przynależności.

Przez długi czas wydawało mi się, że jeśli będę wystarczająco ciężko pracować, jeśli zdobędę wiedzę, znajdę swoją drogę i miejsce w zawodowym świecie, to coś w środku w końcu się uspokoi. Że poczuję przynależność, której tak długo szukałam.

Dzisiaj wiem, że życie działa trochę inaczej.

Można znaleźć pracę, którą się lubi. Można spotkać ludzi, którzy doceniają naszą pracę. Można dostać szansę, o której kiedyś nawet nie miało się odwagi marzyć. A mimo to czasami nadal czuć się samotnie.

I właśnie dlatego, kiedy ktoś mówi mi, że mam szczęście albo że wszystko przychodzi mi łatwo… Po prostu tylko się uśmiecham…

Z życia wzięte

Waderlla

Kategoria: Kartka z pamiętnika

Pozostaw swój ślad... Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Warkan

Szukasz wpisów w konkretnej tematyce? Zapytaj Warkana

Kartki z pamiętnika

  • ►2026
    • sierpień
    • lipiec
    • czerwiec
    • maj
    • kwiecień
    • marzec
    • luty

Moje wejście do świata IT

„Hello, World!” – początek, który zmienił wszystko. Część 1
„Hello, World!” – początek, który zmienił wszystko. Część 2
„Hello, World!” – początek, który zmienił wszystko. Część 3
„Hello, World!” – początek, który zmienił wszystko. Część 4
Napijesz się ze mną kawy?

© 2026 Olga Mirończuk | Powered by Minimalistyczny blog Motyw WordPress
Polish
English